Logo Led Zeppelin


Strona główna
Aktualności
Historia
Biografie
Galeria
Cytaty
Dyskografia
Koncerty
Ciekawostki
Recenzje
Artykuły
Wywiady
Teksty
Tłumaczenia
Download
Forum
Księga Gości
O Autorze
Linki
E-mail
 
 
 
Ustaw stronę jako startową
Robert Plant
 
| 1946-1968 | 1968-1980 | 1980-2003 |

Robert Anthony Plant urodził się 20 sierpnia 1948 roku w West Bromwich, w hrabstwie Staffordshire. Robert był pilnym i oczytanym uczniem, gdy w wieku 13 lat odkrył Elvisa i dziewczyny. Gdy miał 15 lat jamował z Delta Blues Band, a później z Sound Of Blue. Był jedynym członkiem Led Zeppelin, którego muzyczne Robert Plantaspiracje spotkały się w domu z dezaprobatą. Opuścił szkołę gdy miał 16 lat i został uczniem u dyplomowanego księgowego, który miał go wyszkolić w prowadzeniu zestawień finansowychi ksiąg głównych. W tym czasie jamował z takimi zespołami jak New Memphis Bluesbreakers, Black Snake Moan i The Banned. W 1965 roku przyłączył się do bluesowego zespołu Crawling King Snakes. Wkrótce do zespołu dołączył perkusista o przezwisku "Bonzo", który został najlepszym kumplem Roberta. Następnym zespołem Roberta był Tennesse Teens, którzy po przyłączeniu się do nich Planta zmienili nazwę na Listen. To z nimi Robert wydał singla, jednak przeszedł on niestety bez większego echa. Wydano jeszcze 2 single Roberta, ale one także nie odniosły sukcesu. Robert założył nowy zespół The Band Of Joy, którym na bębnach grał John "Bonzo" Bonham. Grupie udało się wybić, jednak w 1968 roku The Band Of Joy rozwiązał się ostatecznie i Robert został bez pracy. Mimo, że Robertowi i jego dziewczynie Maureen nie powodziło się najlepiej nie tracili nadzieji. Plant żeby zarobić parę groszy, podjął pracę z ekipą brukującą drogi. Następnie został zaproszony do okazjonalnej współpracy przez bluesmena, Alexisa Kornera. Później przyłączył się do zespołu Hobbstweedle i właśnie wtedy został zauważony przez Granta i Page'a.

"LOT ZEPPELINEM" -----> DZIAŁ HISTORIA

Nigdy nie krył, jak wielkim wstrząsem była dla niego śmierć Johna Bonhamai związane z tym zniknięcie Led Zeppelin. Był czas w 1980 roku, że myślałem o wycofaniu się - zwierzył się po latach dziennikarzowi magazynu "Vox". A jednak Robert Plant jako jedeyny muzyk tego słynnego zespołu ma na swoim koncie prawdziwą karierę solową i to z dużymi rynkowymi sukcesami. Swe samodzielne poczynania muzyczne rozpoczął w marcu 1981 roku, występując w klubach z repertuarem złożonym z rhytm'n'bluesowych standardów. A we wrześniu zaczął okładka Pictures Of Elevennagrywać swój pierwszy album solowy, z repertuarem, który głównie stworzył z gitarzystą Robbie'em Bluntem; warto dodać, że wśród uczestników tej sesji znaleźli się superperkusiści Phil Collins i Cozy Powell. Longplay "Pictures Of Eleven"(Swan Song, 1982) okazał się zaskakująco udany. Są tu rzeczy, których Plant z Led Zeppelin na pewno by nie nagrał (jak sentymentalne "Moonlight In Samosa"), są próby sprawdzenia się w lżejszym , niemal direstraitsowym rocku ("Fat Lip"), ale też propozycje mniej lub bardziej zeppelinowe; co ważne - obok ratowania niezbyt ciekawego materiału aranżacją a la Zeppelin ("Burning Down One Side"), trafiamy na efektowne rozwinięcia niektórych pomysłów z przeszłości (ekspresyjny "Slow Dancer" z niby-arabskimi odjazdami, z Plantem w wokalnym uderzeniu). Natomiast "The Principle Of Moments"(Es Paranza, 1983) było już wyraźnie próbą wypracowania samodzielnego okładka The Principle Of Momentsstylu i zrywał z brzmieniem z okolic Zeppelina; to płyta o repertuarze rozpiętym między dość udziwnionym "Wreckless Love" (z orientalizmami i rozimprowizowanym finałem) a bardziej komercyjnie pomyślanym "Big Log" (podelektrznizowany pop z melodyjnymi gitarowymi wstawkami). Latem 1983 roku "Big Log" stał się światowym hitem Planta, a on sam ruszył w trasę po USA. W grudniu, w czasie występu w londyńskim Hammersmith Odeon do jego zespołu, w trakcie bisów dołączył Jimmy Page; okazało się to swego rodzaju zapowiedzią odnowienia współpracy... Jesienią 1984 roku następnym wielkim hitem okazało się "Sea Of Love", pochodzące z powstałego jako "poboczne" przedsięwzięcie minilongplaya "The Honneydrippers Vol. 1"(Es Paranza, 1984); płyta zrealizowana została z udziałem Jeffa Becka i właśnie Page'a, a wypełniły ją stylowe wersje rhytm'n'bluesowych i rock'n'rollowych standardów. Było to tylko chwilowe folgowanie starym sentymentom. Następny solowy album "Snaken'n'Stirred"(Es Paranza, 1985), to znów Plant goniącyokładka Snaken'n'Stirred za brzmieniową nowoczesnością i nawet bardziej ambitny niż na poprzednim longplayu. Można było odnieść wrażenie, że podobał mu się klimat "Owner Of A Lonely Heart" Yes ("Hip To Hoo"), na pewno ciągnęło go do jazzrockowych brzmień i "bardziej murzyńskiego" śpiewu ("Little By Little"). Ale też wymyślne aranżacje nie przeszkadzały mu w przymiarkach do muzyki z jakimś refleksem dyskoteki, z hałaśliwą perkusją ("Doo Doo A Do Do"). Myślę, że to wszystko dzieje się naturalnie. Jedyne, co robię z premedytacją, to uciekam od swojej przeszłości, kiedy tylko mogę - podsumował w tamtych czasach swe poczynania w wywiadzie dla "Music Express". Album "Snaken'n'Stirred" sprzedawał się gorzej niż wcześniejsze, a Plant najwyraźniej się tym nie przejął. Zorganizował sobie nowy zespół (teraz tworzył wspólnie z pianistą Philem Johnstone'em) i przygotował łatwiejszy w odbiorze longplay, "Now And Zen" (Es Paranza, 1988). Co prawda warstwa instrumentalna okładka Now And Zenzdradzała jakiś wpływ art rocka i może też pokrewieństwo z ówczesną muzyką Peteera Gabriela ("Heaven Knows"), lecz znalazło się również miejsce na najzwyczajniej balladowe rzeczy ("Helen Of Troy"). Solówki Jimmy'ego Page'a w "Heaven Knows" i "Tall Cool One" (a także sample z zeppelinowych nagrań w drugiej z piosenek, ponoć pomyślane jako "reakcja" na tego rodzaju podkradanie brzmień) nie tyle przybliżały solowego Planta do stylu Led Zeppelin, co - najwyraźniej - miały zwrócić uwagę fanów legendarnej grupy. I faktycznie, pozycja rynkowa Planta poprawiła się. Na następnej płycie, "Manic Nirvana" (Es Paranza, 1990), wokalista spróbował okładka Manic Nirvanadodać więcej ewidentnie rockowej muzyki do swego nadal bardzo rockowego głosu. Bywało więc trochę zeppelinowo, dzięki rytmice i riffom, ale... niezbyt interesująco ("Tie Dye On The Highway"); zdarzało się też tak; maniera wokalna bliska wczesnego Elvisa, a w akompaniamencie coś z rejonu AC/DC, lecz bez odpowiedniego "zęba" ("Hurting Kind"). Trudno nazwać porywającym i kolejny album Planta. W jakimś stopniu skorzystał on tu ze swych wcześniejszych doświadczeń artystycznych, ale można mówić o jeszcze jednym dyskusyjnym zwrocie. Najbardziej charakterystyczny dla "Fate Of Nations" (Fontana, 1993) jest folkowo - bądź folkrockowo - zabarwiony pop ("29 Palms"); okładka A Fate Of Nationsznalazło się też miejsce na coś w rodzaju bluesowego jamu ("Great Spirit"). Choć nie była to płyta błaha; po raz pierwszy w tekstach artysty pojawiły się treści bardzo osobiste ("I Believe") i społeczne ("Network News"). Zresztą okładka przypominała ekologiczny manifest. Ten "zaangażowany Plant" najwyraźniej niezbyt spodobał się szerokiej publiczności. Wiosną 1993 roku występował w Europie zdegradowany do roli... supportu Lenny'ego Kravitza. Potem już było lepiej: trasy po USA i Europie znów w roli gwiazdy pierwszej wielkości. Jednak i tak w końcu ratował się duetem z Page'em i zeppelinowymi numerami. W początku 1999 roku zerwał tę współpracę, odmawiając udziału w koncertach w Japonii i Aystralii, kończących światowe tournee promocyjne "Walking Into Clarksdale". A potem z nową grupą The Priory Of Brion, z gitarzystą The Band Of Joy, Kevynem Gammondem, wrócił do klubów i do wykonywania standardów; nie chcąc ani nagrywać, ani tworzyć nowych piosenek... Można było odnieść wrażenie, że uległ jakiejś antyshowbusinessowej obsesji. Albo naprawdę miał już dość. Na łamach "Classic Rock" ze stycznia 2001 roku tłumaczył: "Nie muszę niczego udowadniać poza tym, że ciągle mogę śpiewać rzeczywiście dobrze." Jednak nagrał jeszcze jeden album, tyle że z następnym swoim zespołem, z którymi zresztą też okładka Dreamlandpróbował odbić się od poziomu klubowego (na warszawskim stadionie Gwardii, w czerwcu 2001 roku, byli dodatkiem do Stinga), "Dreamland" (Mercury, 2002) to opracowania cudzych utworów, które albo ciążą ku banalnej poprawności ("Morning Dew") albo przeradzają się w pseudoeksperymenty (niby-zeppelinowy muzyczny happening w "Hey Joe"); Plantowi zdarza się też śpiewać z jakąś dziwną manierą ("One More Cup Of Coffee"). Co gorsza: własne utwory wokalisty i jego instrumentalistów zdradzają brak inwencji kompozytorskiej, aranżacyjnej i produsenckiej; dotyczy to i zahaczającej o progresywny rock kompozycji-improwizacji ("Last Time I Saw Her"), i bluesowej "mantry" z niewielkim dodatkiem orientalizmów ("When My Train Fare Home"). Może rzeczywiście już lepiej byłoby nie wchodzić do studia?

Przedział 1980-2003 został spisany z miesięcznika "Teraz Rock" nr3 z maja 2003 roku.

 


Zdjęcie tygodnia

Symbol Jimmy'ego Page'a
Symbol Johna Paula Jonesa
Symbol Johna Bonhama
Symbol Roberta Planta


  Strona poświęcona zespołowi Led Zeppelin  (c)  by Plaster 2003