Logo Led Zeppelin


Strona główna
Aktualności
Historia
Biografie
Galeria
Cytaty
Dyskografia
Koncerty
Ciekawostki
Recenzje
Artykuły
Wywiady
Teksty
Tłumaczenia
Download
Forum
Księga Goœci
O Autorze
Linki
E-mail
 
 
 
Ustaw stronę jako startow+/-
Wywiad z Robertem Plantem i Jimmy'm Page'em
 

Z Robertem Plantem i Jimmy'm Page'em rozmawiał Piotr Kaczkowski i Wiesław Weiss.


Robert, czy pamiętasz Glastonbury '95 ? Tuż przed waszym występem chciałeś kupić program festiwalu..

ROBERT: I ty mi go sprzedałeś!

Chciałem ci go dać w prezencie...

ROBERT: Ale ja zmusiłem cię, byś przyjął pieniądze. Tak, pamiętam.

JIMMY: Może dziś sprzedałbyś nam samochód... (śmiech)

ROBERT: Eee tam, samochód! Wolałbym nową żonę! (śmiech)

Bardzo podoba mi się wasza nowa płyta, Walking Into Clarksdale. A spośród wszystkich utworów największe wrażenie zrobił na mnie dość niezwykły, egzotycznie brzmiący Most High. Opowiedzcie, jak się narodził.

ROBERT: Zupełnie nie pamiętam!

JIMMY: Minęło sporo czasu...

ROBERT: Melodia partii gitary była z początku inna, prawda?

JIMMY: Bardziej oszczędna...

ROBERT: To były takie nastrojowe frazy, które oplotły figurę rytmiczną. Wiesz, jeśli punktem wyjścia do kompozycji jest rytm, powstaje muzyka pełna przestrzeni. Na tym etapie mieliśmy wrażenie, że wracamy do klimatu z albumu "No Quarter". Chociaż wiesz, gdy pracujesz nad piosenką, jednego dnia ma określone oblicze, drugiego inne, trzeciego jeszcze inne. A z "Most High " było tak, że w pewnym momencie postanowiliśmy zrobić z tego muzykę taneczną. Nie muzykę dance, a muzykę taneczną w dobrym znaczeniu tego słowa. Wtedy zaprosiliśmy do współpracy Tima, klawiszowca (z Irans-Global Underground. Przyp.)Przyjaźnimy się z tym zespołem. I od dawna obiecujemy sobie zrobić coś razem, ale jak dotąd nigdy nie było czasu. W każdym razie zaprosiliśmy Tima, by ożywił "Most High " - dodał solową partię klawiszy i trochę barw (instrumentów egzotycznych - przyp. ww ). I dopiero to, co zrobił, dało tej muzyce prawdziwego kopa.

Na płycie bardzo podobają mi się też wszystkie utwory z mocną, ciężką gitarą, jak Walking Into Clarksdale, Burning Up czy Sons Of Freedom. Czy i dla was mają one jakieś szczególne znaczenie ?

JIMMY: Owszem, ale tylko jako część większej całości. Zależało nam, by powstał album bardzo urozmaicony. I nawet te trzy kompozycje, które wymieniłeś - mimo że łączy je mocna, wysunięta do przodu gitara - mają całkowicie różny klimat. I wydaje mi się, że to samo można powiedzieć o wszystkich utworach na płycie.

ROBERT: Ale wiesz, nie da się... My nie potrafimy zbyt wiele powiedzieć na temat tych utworów poza tym, że usiedliśmy, skomponowaliśmy je, a potem spróbowaliśmy je rozwinąć: Są dla nas jeszcze czymś zbyt bliskim. Przecież ledwie się z nimi uporaliśmy! Myslę, że łatwiej będzie nam je ocenić za kilka lat. Jedno nie ulega wątpliwości. Zależało nam, żeby w tej muzyce wiele się działo, żeby był w niej ruch, żeby było napięcie. I wydaje mi się, że tak rzeczywiście jest - choćby w "Burning Up ", utworze pełnym mocnej, zuchwałej, wspaniałej gitary...

JIMMY: I to nagranej w jednym podejściu! Tam nie ma żadnych gitarowych nakładek. Podobnie jest w " Sons Of Freedom ". To bardzo ważne nagranie dla mnie. Zależało mi, by dać w nim z siebie wszystko. By w partii gitary, którą w nim zagrałem, naprawdę wyrazić siebie.

Jimmy, sam jesteś świetnym producentem. Skąd więc pomysł zaproszenia do współpracy Steve'a Albiniego?

ROBERT: Nie zatrudniliśmy Steve'a jako producenta. jeś1i czytałeś opis na okładce (nie wiem, o jaką okładkę mogło chodzić, skoro w dniu naszego spotkania płyty nie było jeszcze na rynku, a muzyki słuchałem z taśmy - przyp. ww ), powinieneś wiedzieć: że Steve był tylko realizatorem dźwięku. Zresztą ta płyta w ogóle nie wymagała producenta. Ona jest tym, czym jest. Jedyne, co trzeba było zrobić: to dokonać nagrań i je zmiksować.

JIMMY: Dokładnie.

Jimmy, powiedziałeś kiedyś, że kręgosłupem Led Zeppelin były partie perkusji...

JIMMY: Myślę, że powiedziałem raczej, iż gra perkusisty w ogóle jest kręgosłupem zespołu - każdego zespołu, nie tylko Led Zeppelin. Ale masz rację - jeś1i miało się tak świetnego bębniarza, jak John "Bonzo " Bonham, słowa te nabierały szczególnej mocy. Chociaż powtórzyłbym je i w odniesieniu do naszego obecnego perkusisty, Michaela Lee...

Właśnie. Jak oceniacie wpływ Michaela Lee oraz waszego obecnego basisty, Charliego Jonesa, na muzykę, którą tworzycie?

JIMMY: jako ogromny, nieoceniony! Nie wyobrażam sobie naszej nowej muzyki bez ich wkładu, bez ich entuzjazmu.

ROBERT: Duże znaczenie ma to, że obaj zostali ukształtowani współcześnie. Michael dorastał na muzyce z końca lat siedemdziesiątych - na twórczości taki ludzi, jak Lenny Kravitz czy The Stone Roses. Chociaż, tak jak i cala obecna kultura młodzieżowa w Wielkiej Brytanii, jest nakierowany na przeszłość: na to, co było dawniej. I interesuje się tym, co ukształtowało nas - dokonaniami pionierów. Zarówno on, jak i Charlie, gruntownie studiują muzykę. To nas łączy, bo i my lubimy grzebać w muzycznej przeszłości. W każdym razie nie ulega wątpliwości, że obaj są dla nas wsparciem, tak jak my jesteśmy wsparciem dla nich. To dobry mariaż.

Jakim wspomnieniem jest dla was obu moment, gdy w połowie 1968 roku spotkaliście się po raz pierwszy ?

JIMMY: Ktoś polecił mi Roberta. W tym czasie muzycy, którzy towarzyszyli mi w The Yardbirds, odeszli, ja jednak chciałem utrzymać zespół. No i ktoś polecił mi Roberta. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałem...

ROBERT: Tak jak ja o Jimmym...

JIMMY: (śmiech) Chciałem go więc go posłuchać: I wybrałem się na koncert zespołu, w którym wtedy śpiewał (Hobbstweedle przyp. ww)

ROBERT: To był okropny zespół...

JIMMY: No a gdy zszedł ze sceny, zaproponowałem, by wpadł do mnie przedyskutować kilka pomysłów. Na tym etapie było nas tylko dwóch. Jakiś czas potem John Paul Jones dowiedział się, że formuję grupę i zaproponował, że dołączy. No i wtedy jedynym problemem było już tylko ściągnąć Bonzo (śmiech)

ROBERT: Ja współpracowałem z Bonzo od dobrych kilku lat i uważałem, że świetnie pasowałby do zespołu, który chcieliśmy stworzyć (chodzi oczywiście o Led Zeppelin - przyp. ww)...

JIMMY: Wybrałem się na jego koncert. Jeśli dobrze pamiętam, grał wtedy w grupie Tima Rose'a...

ROBERT: Owszem.

JIMMY: No i on również zgodził się z nami związać: Nie mieliśmy wielkich ambicji. Założyliśmy sobie: " Spróbujemy zrobić coś razem i przekonamy się, co z tego wyjdzie ". No a reszta to już historia.

Pomówmy o kilku słynnych utworach Led Zeppelin. Jimmy, powiedziałeś kiedyś, że w Whole Lotta Love jest coś z ducha twórczości Rolling Stonesów...

JIMMY: Naprawdę powiedziałem coś takiego? (śmiech) Nie, to niemożliwe. Może ktoś coś przeinaczył.

Tę wypowiedź cytuje najrzetelniejsza chyba biografia Led Zeppelin, napisana przez Ritchiego Yorke'a...

ROBERT: Może powiedziałeś to gdzieś w klubie o czwartej nad ranem.

JIMMY: Pewnie tak (śmiech). Nie, nie sądzę, by w " Whole Lotta Love " było cokolwiek z Rolling Stonesów.

Jak narodził się utwór Whole Lotta Love?

JIMMY: Ze zwykłego riffu gitarowego. Na początku był riff, do którego stopniowo dorobiliśmy resztę.

Podobno ów riff pojawił się najpierw w improwizowanej części Dazed And Confused?

JlMMY: Nie. To nieprawda. To jeszcze jeden z mitów, jakimi obrosła historia Led Zeppelin. To był po prostu riff, który w tym czasie przyszedł mi do głowy.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że najtrudniejsza solówka, jaką zagrałeś w całej swojej karierze, to ta z Since I've Been Loving You...

JIMMY: Owszem, ponieważ "Since I've Been Loving You " to utwór niezwykle dramatyczny. Ale każde moje solo to wielki wysiłek. Wiesz, ja nagrywam solówki na samym końcu, gdy cała reszta jest już na taśmie. Nagrywam je nawet po Robercie, chcę bowiem wiedzieć: jaki klimat będzie miała jego partia wokalna. I mam nadzieję, że te moje sola wzbogacają utwory. I że ludzie nie odbierają ich jako dodatkowej porcji hałasu. "Since I've Been Loving You " nie jest co prawda dwunastotaktowym bluesem, ale ma w sobie wiele z bluesa. A w okresie, w którym powstał, wielu gitarzystów skłaniało się ku bluesowi. I niełatwo było zagrać solo, które przewyższałoby sola grane przez innych. A jak sądzę o to w tym wszystkim chodzi, czyż nie?

Stairway To Heaven to utwór o niezwykłej dramaturgii. Czy komponując go inspirowałeś się w jakimś stopniu muzyką klasyczną?

JIMMY: Owszem, myś1ę, że w gitarowej introdukcji czuje się pewien wpływ muzyki klasycznej. Ale jeśli chodzi o formę, muzyka klasyczna odznacza się dużo większym bogactwem. Stworzyłem "Stairway To Heaven " łącząc w całość kilka fragmentów, które powstały osobno. A jedno z kluczowych założeń, jakie przyjąłem, było takie, że tempo ma cały czas, od początku do końca, rosnąć: Świadomie złamałem więc pewną zasadę obowiązującą w muzyce. Mówi ona, że się nie przyspiesza, ani nie zwalnia. Ale dzięki temu powstało coś nowatorskiego. Przedtem nie było niczego takiego. I uważam to za powód do dumy.

Pomówmy jeszcze o utworze Kashmir. Czy od samego początku pracy nad nim zamierzałeś wprowadzić w nim brzmienia orkiestrowe ?

JIMMY: Nie. Pomysł narodził się później i sprowadzał się do tego, by orkiestra dublowała partię gitary. Brzmienie jest dzięki temu potężniejsze, ale zasadniczo orkiestra gra te same nuty co gitara. "Kashmir" narodził się z riffu gitarowego i pierwotnie tylko gitara miała grać ten riff.

Jimmy, wiadomo, że po płycie In Through The Out Door ty i John Bonham chcieliście skierować Led Zeppelin znowu na tory muzyki o wiele cięższej i zaczęliście już nawet we dwóch omawiać koncepcję następnego albumu. Przypuszczam, że owocem tych rozmów były już jakieś wstępne pomysły nowych utworów...

JIMMY: Nie.

Czy mimo śmierci Johna ta kolejna płyta Led Zeppelin naprawdę nie mogła powstać?

JIMMY: Nie! Ledwie zaczęliśmy we dwóch rozmawiać na ten temat, kiedy Johna nagle zabrakło. I to był koniec.

Czego brakuje wam najbardziej , gdy dziś wspominacie Johna Bonhama?

JIMMY : Jego osobowości. Bardzo szanowałem Johna - i jako człowieka, i jako muzyka.

ROBERT: A mi jego wrażliwości. Był kimś ogromnie wrażliwym i czułym. I chociaż był zarazem narwańcem i zgrywusem, miał w sobie wiele delikatności. To właśnie lubiłem w nim najbardziej: A znałem go dłużej niż ktokolwiek inny. Ktoś: kto zetknął się z nim tylko przelotnie, mógł stworzyć sobie fałszywy obraz jego osoby. John nie obnosił się bowiem ze swoją wrażliwością. A jednak można ją było dostrzec na jego twarzy. Nie bardzo odnajdywał się w całej tej grze...

JIMMY : Podczas tras naprawdę zżerała go tęsknota za domem...

John Paul Jones powiedział niedawno, że w czasach Led Zeppelin spędzaliście ze sobą niewiele czasu i może dlatego zespół przetrwał tyle lat...

JIMMY: Spotykaliśmy się rzadko, bo żyliśmy w różnych częściach kraju. John Paul Jones i ja mieszkaliśmy na południu Anglii, a Robert i Bonzo w środkowej części kraju...

ROBERT: Wiesz, to było dawno i wszystko było inne. A dziś możemy rozmawiać albo o teraźniejszości, albo o wspomnieniach. A ja nie mam ochoty przywoływać żadnych wspomnień.

Czas przeznaczony na naszą rozmowę dobiega niestety końca. Chciałbym wam jednak zadać jeszcze jedno pytanie. Wiele mówiło się o planach wydania boksu z koncertowymi nagraniami Led Zeppelin. Czy ten pomysł upadł?

ROBERT: Nigdy nie było takich planów. Gdzie o nich słyszałeś? W Warszawie?

Czytałem w brytyjskiej prasie muzycznej.

JIMMY: Była taka sugestia. Nie plany a sugestia. Wiesz, ciągle powraca pytanie, co nam jeszcze zostało w archiwach. Ponieważ jednak nie ma już żadnych niepublikowanych nagrań studyjnych Led Zeppelin, a tylko koncertowe, sugerowano nam, by je wydać.

W pewnym sensie odpowiedzią na te sugestie jest album "BBC Sessions".

ROBERT: Cieszymy się w każdym razie, że podoba ci się również nasza nowa muzyka.

 


Zdjęcie tygodnia

Symbol Jimmy'ego Page'a
Symbol Johna Paula Jonesa
Symbol Johna Bonhama
Symbol Roberta Planta


  Strona poPwięcona zespołowi Led Zeppelin  (c)  by Plaster 2003